środa, 19 listopada 2014

O siódmej pięćdziesiąt trzy rano przechodnie nie patrzą w niebo. Przechodzą,  każdy w innym kierunku, wpatrzeni w ziemię. Nikt nawet nie myśli, by spojrzeć w górę. A gdyby spojrzeli...

...tego dnia niebo było przejrzyste i bezchmurne. A jednak przecinała je wstęga czarno-siwego dymu. Niewątpliwie coś gdzieś się paliło, a wiatr przywiał dym aż tam. Przez ulicę przechodziła jakaś pani z pudelkiem, jakiś nastolatek kupował coś w kiosku, a przed światłami stał rząd samochodów ze zdenerwowanymi właścicielami w środku. Niby normalny, zwykły wtorek. Mimo to Amanda obserwowała świat otaczający jej osobę z pewnym zdziwieniem. Czy nikt nie spostrzegł wsęgi dymu? Nawet jeśli, to nie zwrócił uwagi. Będzie w faktach wieczornych. Zobaczymy. Amanda wzruszyła ramionami i przeszła przez pasy.Odgarnęła jasne blond włosy z twarzy, odsłaniając czarno-srebrne oczy i blade usta, kontrastujące z oczami i opaloną cerą. Wyglądała na dwanaście lat i tyle właśnie miała. Ubrana w ciemny, fioletowy płaszczyk do pół uda, granatowe dżinsy i glany wyglądała jak obecnie co czwarta nastolatka. Może oprócz glanów. Nie każdy lubi eojskowe buty. Spokojnie szła do szkoły, co było o tyle zrozumiałe, że pierwszą lekcją był wf, więc spokojnie można było przyjść nawet dziesięć minut po dzwonku. Nie oszukujmy się - wf-istka olewała swoje lekcje. Amanda stwierdziła, że nie ma żadnych kartkówek ani sprawdzianów, przez co dzień stał się od razu o jakieś sześć dziesiątych lepszy.

 Tymczasem dla dwunastoletniej już Angeliki był to najgorszy dzień w życiu. Właśnie szła do szkoly, kiedy zadzwoniła jej mała, dwuletnia siostra Natalia. Natalia, zwana Nutką, ryczała do słuchawki telefonu. Mimo niezrozumiałego ciągu ryków Angeli udało się odszyfrować dwa słowa - mama i dom. Niestety, to nie dawało ani odrobiny szansy na odgadnięcie reszty ryków. Angela obiecała, że będzie za pięć minut. Pobiegła do domu. Zastała coś, co ją przerosło. Ze skromnego i tak domu została kupka spalonych desek. Dym niósł się wysoko w górę. Nutka siedziała na chodniku, zanosząc się szlochem i nie regując na prośby lekarki, by wstała. Strażacy dogaszali resztki drewna. To było i tak bez sensu. Angela rzuciła plecak na chodnik i podbiegła do Nutki. Podniosła ją z ziemi i wzięła na ręce.
 -No, już, Nutko. Jestem. Gdzie rodzice?
 Nutka wskazała ambulans. Angela podbiegła tam.
 -Przepraszam - powiedziała - Co z moimi rodzicami?
Lekarka westchnęła.
-Ile masz lat?
-A co to ma do rzeczy?!
-Ile?
-Dwanaście. Co z rodzicami?!
-Nie krzycz. Mama leży w ambulansie. Jest w ciężkim stanie, zaraz zabieramy ją do szpitala.
-A tata?
-No, cóż... trudno mi o tym mówić, ale... twój ojciec nie żyje. Oddał życie za dziecko. Przykro mi. Angelika nie wierzyła. Nie chciała. Byli szczęśliwą rodziną, a tak nagle wszystko się skończyło. Odstawiła Nutkę i opadła na kolana. Zakryła twarz dłońmi. Dlaczgo? Dlaczego najpierw musiała okłamywać najlepszą przyjaciółkę, a teraz steaciła ojca? Nutka podpełzła do niej na kolanach i usiadła na chodniku. Pogłaskała ją po głowię. Angela opuściła dłonie, ukazując zasmarkaną, mokrą twarz. Nutka uśmiechnęła się lekko i wytarła siostrzaną twarz chusteczką. Dziewczyna przytuliła ją.
-Dziękuję - szepnęła - Nie martw się, Nutko. Damy radę.
 Nawet jeśli te słowa nie były do końca zgodne z przemyśleniami Angeli, to chyba były prawdą.
-Mama - powiedziała Nutka i wskazała ambulans.
-Tak - kiwnęła głową Angela. Wzięła Nutkę na ręce i pobiegła do ambulansu. Wsiadła.
-Mamo?
 Mama otworzyła oczy. Uśmiechnęła się z bólem w oczach. Miała poparzoną twarz i ręce. Z trudem dotknęła dłonią policzka starszej córki. Angela delikatnie położyła jej rękę na prześcieradle. Kobieta lekko syknęła, a po jej policzku spłynęła pojedyńcza łza.
-Przepraszam - szepnęła Angela.
-Co z tatą? - zapytała z trudem mama. Miała popękane wargi.
Angela spóściła wzrok, wpatrując się w podłogę. Nie chciała martwić matki, ale wiedziała, że ona i tak już wie. Po jej policzkach spływało coraz więcej łez, które sprawiały jej ból. Karetka pogotowia ruszyła i po niedługim czasie dojechali do szpitala. Lekarze błyskawicznie zabrali mamę. Lekarka poleciła siostrom usiąść w poczekalni. Siedziały godzinę, może dwie. Nutka zasnęła na kolanach Angeli. Korytarzem przeszła już chyba setna pielengniarka, kiedy nareszcie do sióstr podszedł lekarz. Chrząknął, przestąpił z nogi na nogę, przeczesał włosy palcami i nareszcie się odezwał.
-Wasza mama prosiła, abym was do niej zaprowadził.
 Angelika wstała, przekładając z kolan na ręce Nutkę. Ruszyła za lekarzem ze śpiącą siostrą na rękach. Szli dwie, może trzy minuty, omijając ludzi z połamanymi nogami i innymi częściami ciała. Mijali wiele sal. W końcu lekarz przystanął, chrząknął. Zawołał do siebie jakiegoś chłopaka z rozciętym policzkiem. Chłopak był mniej więcej w wieku Angeliki, miał ciemne, brązowe włosy i zielone oczy. Podszedł do nich.
-To jest Patryk - powiedział lekarz. - Patryk, to Angelika i jej siostra Natalia. Ich ojiec zginął w dzisiejszym pożarze.
 Patryk kiwnął głową, pokazując, że wie o co chodzi.
 -Angeliko, oddaj na chwilę Patrykowi swoją siostrę.
 Angela podała Nutkę chłopakowi. Lekarz natomiast podał jej ochraniacze na buty. Założyła je, a później założyła na buty Nutki mniejsze ochraniacze. Patryk oddał jej siostrę.
 -Teraz możecie wejść - powiedział lekarz. Angelika łokciem popchnęła drzwi. Otworzyły się z cichym piskiem. Angela weszła do środka i obejrzała się. Patryk pomachał jej zza drzwi. Angela odszukała łóżko swojej mamy. Podeszła.
 -Mamo...
Mama otworzyła oczy.
 -Teraz zamieszkacie z ciocią. - powiedziała.
Angela kiwnęła głową.
 -Niestety, tak musi być. Ciocia wie. Niektóre... - ciągnęła mama - Niektóre rozdziały życia trzeba zamykać. Może będzie wam trudno. Czasami tak musi po prostu być. Zawsze trzymajcie się razem. Wspierajcie się. Wierzę, że dacie sobie radę. Razem jesteście silne
Angelika kiwnęła znów głową. Mama uśmiechnęła się do niej.
 -Kocham cię, córeczko. Zawsze będę z wami
 Powoli zamknęła oczy.
-Mamo? - zapytała Angela.
Zero reakcji.
-Mamo?! - zapytała trochę głośniej.
 Nic.
 -Mamo!?!
Nadal cisza.
-Mamo! Mamo! Mamo!?!?! - darła się Angela.
Do pokoju wpadł lekarz.
-Co się tu dzieje?
Angela lekko dotknęła palcami ręki mamy. Była zimna. O wiele za zimna.
-Moja mama. Ona chyba umarła - powiedziała przez łzy Angelika.
 Wzięła mamę za dłoń. Wtedy coś wypadło jej z ręki. Angela podniosła kawałek kartki zwiniętej w kulkę. Rozwinęła. I przeczytała.
 "ZAWSZE BĘDĘ Z WAMI"


Dramatyczne i depresyjne.
Tak, wiem... Ale taki miał być początek.
 Od razu przepraszam za błędy.
Pozdrowienia
Nika :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz