piątek, 21 listopada 2014

Prolog

Angel-You-Make-My-Happy
Nie masz co czytać?
Nuda.
Zgadłam, nie?
Czy ten blog cię zaciekawi?
Nie wiesz?
Ja w sumie też nie.
To tylko blog.
 Opowiadanie o małej dziewczynce, która musiała kłamać. Przedstawienie jej życia odkąd skończyła siedem lat. Opowieść o jej dorastaniu. Pierwszej miłości i kłopotach w szkole.
A jednak może cię zainteresuje?
Możesz to sprawdzić.
Zapraszam.

czwartek, 20 listopada 2014

Pędziła jak wiatr. Żaden chłopak nie mógł jej dogonić. Pacnęła przyjaciółkę w rękę, wydzierając się "gonisz!". Mała dziewczynka. Miała może osiem lat. Może nawet mniej. Ubrana w czarną sukienkę, opinającą jej bardzo chudą talię, czarne podkolanówki w niebieskie paski i trampki. Zwykłe, klasyczne, czarne trampki z białymi noskami z gumy. i białymi sznurówkami. Miała bladą twarz. Czy dlatego matka ubierała ją na czarno? Możliwe. Ale dziewczynka nie była czarna ani smutna, chociaż tonęła w czerni. Włosy miała długie, brązowe, kręcone. Takiego samego koloru, jak oczy. I zawsze uśmiech. Ten sam, piękny uśmiech. Wesoła, roześmiana, z poczuciem humoru mimo wszystkich kłopotów i trudnych chwil, które do tej pory przeżyła. Pocieszała wszystkich samym śmiejącym się spojrzeniem. Wszyscy ją lubili, a ona lubiła wszystkich. W szczególności Kluskę, bardzo pulchną blondyneczkę wyglądającą na pięć lat. Były najlepszymi przyjaciółkami, chociaż razem dziwnie wyglądały. Kościotrup i kluska. Dziewczynka-kościotrup pobiegła gdzieś, holując za rękę dziewczynkę-kluskę. Na skrzyżowaniu dziewczynki zatrzymały się. Kościotrup puściła dłoń kluski.
-Naplawde musis juz iść, Angelika? - zapytała kluska, sepleniąc.
-Tak, Klusko - odpowiedziała wesoło Kościotrup - Mama czeka z obiadem.
-Pzeciez dopielo dwunasta.
-Tak, ale wiesz, jak to jest z moją mamą.
-Tak - przytaknęła Kluska.
-No, to idź już, Ali - powiedziała Angelika.
-Pocekam, az wjedziez do domu - postanowiła Kluska.
-Kluseczko, nie musisz - uśmiechnęła się Angelika i pogładziła Kluskę po włosach.
-Ale ce! - krzyknęła mała i tupnęła nóżką.
-Dobrze, dobrze - powiedziała Angelika i podniosła ręce w geście "to nie ja" - Pa!
Weszła do bramy. Wtedy Kluska uśmiechnęła się i pobiegła na boisko. Angelika wyszła z bramy domu. To była wielka willa. Odetchnęła i pobiegła ścieżką dalej. Weszła do ogródka starego, brzydkiego domu z drewna. Wycieraczka była brudna, trawnik nieostrzyżony, a na skrzynce na listy ktoś złośliwie napisał "tu mieszkają biedacy". Angelika weszła do domu. Poczuła się nagle bezpiecznie, jakby ktoś zdjął z niej ciężar udawania przed przyjaciółmi.
-Cześć, mamo - powiedziała do pani w podziurawionym fartuszku.
-Cześć, Angela - odpowiedziała pani i cmoknęła córkę w czoło.
Dziewczyna uśmiechnęła się i pobiegła do swojego pokoju.Nie miała rodzeństwa, więc mogła mieszkać sama. Otworzyła swój pamiętnik.Wzięła długopis i napisała:

"Kochany Pamiętniku!
Nadal bez zmian. Tata pracuje do późna, a i tak ledwo nam na wszystko wystarcza pieniędzy. Wczoraj dostał podwyżkę i kupił mi trzy nowe sukienki, podkolanówki i nawet trampki. Dzisiaj Kluska prawie odkryła, gdzie mieszkam. Nie mam pojęcia, co bym zrobiła, gdyby stała przed tamtą piękną willą, dopóki nie weszłabym przez drzwi. Trudno mi to znieść. Jestem jedyną biedną dziewczyną w naszym miasteczku. Wszyscy są bogaci. Nie chcę już udawać bogatej, wolę, żeby zaakceptowali mnie taką, jaka jestem naprawdę. Może jutro jeszcze coś napiszę. Do zobaczenia"

Zamknęła pamiętnik, odłożyła na rozpadające się biurko i westchnęła. Jednak natychmiast się rozpromieniła. pobiegła do kuchni.
-Mamo! - krzyknęła - Mamo, mamo, mamo!
-Tak? - roześmiała się matka.
-Mogę skosić trawę? - zapytała.
-Tak. Tylko przebierz się w coś starego, dobrze?
Angelika skinęła głową z uśmiechem. Pobiegła do swojego pokoju i przebrała się w ogrodniczki.Zdjęła trampki i ubrała zwykłe, stare adidasy. Wyjęła kosiarkę z małej szopy z narzędziami. Cieszyła się, że chociaż w ten sposób pomoże matce. Zabrała się do koszenia trawy. Po półgodzinie skończyła i poszła na obiad. Zjadła zupę, prawie nie przyprawioną. Mimo wszystko nie narzekała. Na razie tyle. Przepraszam, ale więcej już dzisiaj z siebie nie wycisnę... mam nadzieję, że się podoba... niedługo będzie następna część. Pozdr. od Niki :)

środa, 19 listopada 2014

O siódmej pięćdziesiąt trzy rano przechodnie nie patrzą w niebo. Przechodzą,  każdy w innym kierunku, wpatrzeni w ziemię. Nikt nawet nie myśli, by spojrzeć w górę. A gdyby spojrzeli...

...tego dnia niebo było przejrzyste i bezchmurne. A jednak przecinała je wstęga czarno-siwego dymu. Niewątpliwie coś gdzieś się paliło, a wiatr przywiał dym aż tam. Przez ulicę przechodziła jakaś pani z pudelkiem, jakiś nastolatek kupował coś w kiosku, a przed światłami stał rząd samochodów ze zdenerwowanymi właścicielami w środku. Niby normalny, zwykły wtorek. Mimo to Amanda obserwowała świat otaczający jej osobę z pewnym zdziwieniem. Czy nikt nie spostrzegł wsęgi dymu? Nawet jeśli, to nie zwrócił uwagi. Będzie w faktach wieczornych. Zobaczymy. Amanda wzruszyła ramionami i przeszła przez pasy.Odgarnęła jasne blond włosy z twarzy, odsłaniając czarno-srebrne oczy i blade usta, kontrastujące z oczami i opaloną cerą. Wyglądała na dwanaście lat i tyle właśnie miała. Ubrana w ciemny, fioletowy płaszczyk do pół uda, granatowe dżinsy i glany wyglądała jak obecnie co czwarta nastolatka. Może oprócz glanów. Nie każdy lubi eojskowe buty. Spokojnie szła do szkoły, co było o tyle zrozumiałe, że pierwszą lekcją był wf, więc spokojnie można było przyjść nawet dziesięć minut po dzwonku. Nie oszukujmy się - wf-istka olewała swoje lekcje. Amanda stwierdziła, że nie ma żadnych kartkówek ani sprawdzianów, przez co dzień stał się od razu o jakieś sześć dziesiątych lepszy.

 Tymczasem dla dwunastoletniej już Angeliki był to najgorszy dzień w życiu. Właśnie szła do szkoly, kiedy zadzwoniła jej mała, dwuletnia siostra Natalia. Natalia, zwana Nutką, ryczała do słuchawki telefonu. Mimo niezrozumiałego ciągu ryków Angeli udało się odszyfrować dwa słowa - mama i dom. Niestety, to nie dawało ani odrobiny szansy na odgadnięcie reszty ryków. Angela obiecała, że będzie za pięć minut. Pobiegła do domu. Zastała coś, co ją przerosło. Ze skromnego i tak domu została kupka spalonych desek. Dym niósł się wysoko w górę. Nutka siedziała na chodniku, zanosząc się szlochem i nie regując na prośby lekarki, by wstała. Strażacy dogaszali resztki drewna. To było i tak bez sensu. Angela rzuciła plecak na chodnik i podbiegła do Nutki. Podniosła ją z ziemi i wzięła na ręce.
 -No, już, Nutko. Jestem. Gdzie rodzice?
 Nutka wskazała ambulans. Angela podbiegła tam.
 -Przepraszam - powiedziała - Co z moimi rodzicami?
Lekarka westchnęła.
-Ile masz lat?
-A co to ma do rzeczy?!
-Ile?
-Dwanaście. Co z rodzicami?!
-Nie krzycz. Mama leży w ambulansie. Jest w ciężkim stanie, zaraz zabieramy ją do szpitala.
-A tata?
-No, cóż... trudno mi o tym mówić, ale... twój ojciec nie żyje. Oddał życie za dziecko. Przykro mi. Angelika nie wierzyła. Nie chciała. Byli szczęśliwą rodziną, a tak nagle wszystko się skończyło. Odstawiła Nutkę i opadła na kolana. Zakryła twarz dłońmi. Dlaczgo? Dlaczego najpierw musiała okłamywać najlepszą przyjaciółkę, a teraz steaciła ojca? Nutka podpełzła do niej na kolanach i usiadła na chodniku. Pogłaskała ją po głowię. Angela opuściła dłonie, ukazując zasmarkaną, mokrą twarz. Nutka uśmiechnęła się lekko i wytarła siostrzaną twarz chusteczką. Dziewczyna przytuliła ją.
-Dziękuję - szepnęła - Nie martw się, Nutko. Damy radę.
 Nawet jeśli te słowa nie były do końca zgodne z przemyśleniami Angeli, to chyba były prawdą.
-Mama - powiedziała Nutka i wskazała ambulans.
-Tak - kiwnęła głową Angela. Wzięła Nutkę na ręce i pobiegła do ambulansu. Wsiadła.
-Mamo?
 Mama otworzyła oczy. Uśmiechnęła się z bólem w oczach. Miała poparzoną twarz i ręce. Z trudem dotknęła dłonią policzka starszej córki. Angela delikatnie położyła jej rękę na prześcieradle. Kobieta lekko syknęła, a po jej policzku spłynęła pojedyńcza łza.
-Przepraszam - szepnęła Angela.
-Co z tatą? - zapytała z trudem mama. Miała popękane wargi.
Angela spóściła wzrok, wpatrując się w podłogę. Nie chciała martwić matki, ale wiedziała, że ona i tak już wie. Po jej policzkach spływało coraz więcej łez, które sprawiały jej ból. Karetka pogotowia ruszyła i po niedługim czasie dojechali do szpitala. Lekarze błyskawicznie zabrali mamę. Lekarka poleciła siostrom usiąść w poczekalni. Siedziały godzinę, może dwie. Nutka zasnęła na kolanach Angeli. Korytarzem przeszła już chyba setna pielengniarka, kiedy nareszcie do sióstr podszedł lekarz. Chrząknął, przestąpił z nogi na nogę, przeczesał włosy palcami i nareszcie się odezwał.
-Wasza mama prosiła, abym was do niej zaprowadził.
 Angelika wstała, przekładając z kolan na ręce Nutkę. Ruszyła za lekarzem ze śpiącą siostrą na rękach. Szli dwie, może trzy minuty, omijając ludzi z połamanymi nogami i innymi częściami ciała. Mijali wiele sal. W końcu lekarz przystanął, chrząknął. Zawołał do siebie jakiegoś chłopaka z rozciętym policzkiem. Chłopak był mniej więcej w wieku Angeliki, miał ciemne, brązowe włosy i zielone oczy. Podszedł do nich.
-To jest Patryk - powiedział lekarz. - Patryk, to Angelika i jej siostra Natalia. Ich ojiec zginął w dzisiejszym pożarze.
 Patryk kiwnął głową, pokazując, że wie o co chodzi.
 -Angeliko, oddaj na chwilę Patrykowi swoją siostrę.
 Angela podała Nutkę chłopakowi. Lekarz natomiast podał jej ochraniacze na buty. Założyła je, a później założyła na buty Nutki mniejsze ochraniacze. Patryk oddał jej siostrę.
 -Teraz możecie wejść - powiedział lekarz. Angelika łokciem popchnęła drzwi. Otworzyły się z cichym piskiem. Angela weszła do środka i obejrzała się. Patryk pomachał jej zza drzwi. Angela odszukała łóżko swojej mamy. Podeszła.
 -Mamo...
Mama otworzyła oczy.
 -Teraz zamieszkacie z ciocią. - powiedziała.
Angela kiwnęła głową.
 -Niestety, tak musi być. Ciocia wie. Niektóre... - ciągnęła mama - Niektóre rozdziały życia trzeba zamykać. Może będzie wam trudno. Czasami tak musi po prostu być. Zawsze trzymajcie się razem. Wspierajcie się. Wierzę, że dacie sobie radę. Razem jesteście silne
Angelika kiwnęła znów głową. Mama uśmiechnęła się do niej.
 -Kocham cię, córeczko. Zawsze będę z wami
 Powoli zamknęła oczy.
-Mamo? - zapytała Angela.
Zero reakcji.
-Mamo?! - zapytała trochę głośniej.
 Nic.
 -Mamo!?!
Nadal cisza.
-Mamo! Mamo! Mamo!?!?! - darła się Angela.
Do pokoju wpadł lekarz.
-Co się tu dzieje?
Angela lekko dotknęła palcami ręki mamy. Była zimna. O wiele za zimna.
-Moja mama. Ona chyba umarła - powiedziała przez łzy Angelika.
 Wzięła mamę za dłoń. Wtedy coś wypadło jej z ręki. Angela podniosła kawałek kartki zwiniętej w kulkę. Rozwinęła. I przeczytała.
 "ZAWSZE BĘDĘ Z WAMI"


Dramatyczne i depresyjne.
Tak, wiem... Ale taki miał być początek.
 Od razu przepraszam za błędy.
Pozdrowienia
Nika :)

wtorek, 18 listopada 2014

Od katastrofy minęło pół roku. Przez te pół roku dużo zdążyło się zdarzyć. Po pierwsze lekarze potwierdzili śmierć matki Angeliki. Stwierdzili, że była bardzo poparzona i prawdopodobnie to wywołało śmierć. Po drugie Angela i Nutka zamieszkały z ciocią. Po trzecie cioci znudziło się niańczenie dziewczynek i oddała je innej cioci. Po czwarte okazało się, że ani Nutka ani Angela nie znają drugiej cioci, jednak na pewno jest ich ciocią z rodziny mamy. Jakąś kuzynką, czy coś. Po piąte druga ciocia musiała wyemigrować do Szkocji i oddała siostry do domu dziecka. Po szóste zaczęły się wakacje. Po siódme Nutka jako dwuletnie dziecko z pięknymi, złotymi loczkami i twarzyczką aniołka od razu została wybrana i wzięta z domu dziecka, mimo ogromnych protestów Angeliki. A dziewiąte miało się zacząć dopiero teraz.

-Angela?
Dziewczyna odwróciła się. W jej kierunku szła pół głowy niższa czarnowłosa dziewczyna.
-Hm? - zapytała Angela.
-Sztywniara, ekhem, pani Gogłowska cię woła.
Pani Gogłowska była jedną z dwóch opiekunek w domu dziecka. Zawsze perfekcyjna, tak bardzo, że aż sztywna. Jasne blond włosy związywała w ciasny kok z mnóstwem lakieru, ewentualnie czarną wstążką. Chodziła w czarnych, eleganckich butach na obcasie, czarnej spódnicy do kolan, czarnych rajstopach, białej bluzce i czarnej narzutce. Nikt jej nie lubił.
-Serio? - zapytała Angela, patrząc ciężkim spojrzeniem na szatynkę- Czwarty raz dziś coś ode mnie chce.
Szatynka wzruszyła ramionami, na znak, że to nie jej wina. Angela westchnęła i poszła do gabinetu Sztywniary. Sztywniara siedziała jak zawsze idealnie prosto na krześle, z idealnie ułożoną spódnicą, bluzką oraz miną królowej. Idealny, biały kubek stał na idealnej podstawce w kolorze idealnie białym. "Porzygać się można" - stwierdziła Angela po raz czwarty tamtego dnia. Sztywniara chrząknęła i powiedziała:
-Angeliko, znalazła się para, która chciałaby cię przygarnąć.
"Cooo?!? Co?" - przez głowę Angeli przelatywały tysiące myśli na raz - "Przecież ja miałam wyrwać się z tej dziury i szukać Nutki!!!"
-Przepraszam panią bardzo, ale nie mogę przyjąć tej propozycji -powiedziała Angela.
-Ależ nie ma takiej opcji. Ta rodzina cię wybrała. Musisz u nich zamieszkać. To małżeństwo. Pani ma na imię Amelia, a pan Julian. Dziękuję za rozmowę, Angeliko. Możesz już iść.
Angela chrząknęła, skłoniła się i wyszła. A więc to tak? Będą się sprzeciwiać jej woli? No super... Dobrze, zamieszka z tymi ludźmi. Ale razem z Nutką. Mimo wszystko.


*

Pani Amelia miała miłą, pogodną twarz. Czarne włosy pięknie spływały jej po ramionach i kończyły się kilka centymetrów za łopatkami. Była zupełnym przeciwieństwem Sztywniary. Pan Julian był niskim, brązowym wesołkiem o równie miłej twarzy. Obydwoje mieli nie więcej niż po trzydzieści lat. Angela postanowiła nie sprawiać tym ludziom problemu. Akurat mieli wychodzić, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Sztywniara otworzyła. Pod jej ramieniem przebiegło małe stworzonko, rzucając się w ramiona albo raczej kolana Angeli. Po chwili Angela rozpoznała swoją siostrę.
-Nutka! - krzyknęła, obejmując Natalię.
Po chwili przez drzwi przeszła owa wytworna pani, która adoptowała Natalię.
-Droga pani Gogłowska - rzekła kobieta - To dziecko jest nieznośne. Nie zamierzam dalej gościć go w swoim domu.
Angela oniemiała z wrażenia. Podbiegła do swoich przybranych rodziców.
-Mamo... tato... - poprosiła - To moja siostra.
-No cóż, hm - powiedział pan Juliusz - Chyba druga córeczka też może z nami zamieszkać?
Pani Gogłowska podała jakieś papiery panu Juliuszowi.
-Proszę to podpisać.
Panu Juliuszowi zajęło to zaledwie kilka sekund.
-Chodżcie, dziewczynki - powiedziała pani Amelia.

Gy siedzieli już w samochodzie pani Amelia powiedziała:
-Ty jesteś Angelika. A twoja siostra to?
-Nutka - powiedziała radośnie Nutka.
-Ma na imię Natalia. Nutka to taki skrót - wyjaśniła Angela.
-Dobrze. A jak mówić na ciebie?
-Może być Angela albo Angie. Moja mama mówiła na mnie Angie. Podoba mi się ten skrót.
-Dobrze, Angie.
-Dziękuję - Angela uśmiechnęła się.
-Chciałabym wam coś uświadomić.  Ja i mój mąż mieszkamy nie tyle w tym samym mieście,  co wasi rodzice, ile cztery ulice z tamtąd. Angie zapisaliśmy cię do gimnazjum niedaleko naszego i waszego już teraz nowego domu. Nutka pójdzie do przedszkola, kiedy skończy cztery lata. No i od dzisiaj będziecie Natalią i Aneliką Majchrowicz...
-Coooo?! - zapytała Angela - Ale ja się nazywam Angelika Malworska i nie chcę tego zmieniać.
-No trudno, chyba będziesz musiała...
No, super... i znowu przeciwko jej woli. Dlaczego nie może NORMALNIE żyć? ??



No, tyle, nie jest super dużo.
Nie miałam zbyt dużo czasu...
Następny post chyba będzie dłuższy ;)
~Nika

poniedziałek, 17 listopada 2014

Szkoła wyglądała mniej więcej tak, jak większość szkół. Szara, smętna, bura, nudna i ponura. Niezadbana. Wchodząc przez zardzewiałą, skrzypiącą bramkę na jej teren Angela pomyślała, że szkoły powinny wyglądać wesoło i przyciągać wzrok. A w takiej budzie? Najwyżej można doła dostać na samą myśl. Angela otworzyła drzwi do szkoły. Po kilku krokach potwierdziły się jej przypuszczenia: od wewnątrz szkoła wyglądała jeszcze gorzej. Dziewczyna zauważyła jednego chłopaka w stroju galowym. Przy szafkach stały dwie dziewczyny w koszulach i czarnych spódniczkach. Angela zresztą też była ubrana w "galówy". Miała białą koszulę z kołnierzykiem, czarną bluzę do pasa bez kieszeni (żeby było bardziej na galowo niż na dresowo), czarną spódniczkę do pół uda, jasnobrązowe, cienkie rajstopy i brązowe koturny na niskim obcasie. No, niestety, była jedną z tych osób, które koturny noszą tylko od święta, więc zdążyła się już wyglebić w drodze na przystanek, a teraz zgrabnie omijała wszyskich ludzi, żeby nikt jej nie popchnął. Stanęła pod ścianą przy schodach. Dlaczego kurna w gimnazjach nikt nie wiesza strzałek na ścianach pierwszego września?! Czekała pod ścianą. Od trzech minut nikt nie przechodził. Nareszcie nadeszła pierwsza osoba. Była to jakaś nowa - pierwszoklasistka uwieszona na ręce matki.
-Nie martw się, żabuniu, będziesz się tu świetnie czuła - powiedziała do dziewczyny kobieta.
-Ale ja tu nikogo nie znam... - zrzędziła dziewczyna.
Angela miała ochotę uciec z tej szkoły. Skoro pierwsza uczennica to taki bachor, to jacy będa następni? Trzech dyskutujących na jakiś temat drugoklasistów przeszło obok matki z bachorem albo tam bachora z matką, nie ważne. Jakiś wysoki emo wygladający na trzecią gimnazjum stanął koło wejscia do szatni na wf. Środkiem korytarza przebiegła zdyszana i spóźniona nauczycielka. Angela stała, starała się nie wygrzmocić i szukała wzrokiem jakiejś mniej więcej przyjaznej twarzy. Obok niej stanął równie zagubiony blondynek o ciemnobursztynowych oczach i miłym uśmiechu.
-Ej, jestem Max - powiedział po chwili.
-Angela - odpowiedziała Angela i podała mu rękę.
Uścisnął ją, pytając:
-Z której klasy?
-Z 1A, a ty?
-Ja też.
Uśmiechnęli się do siebie.
-O, a to mój kumpel, Dawid, też z 1A - wskazał czarnowłosego chłopaka - Stary, chodź tu.
Dawid podszedł do nich.
-Dawid -  Angela, Angela - to jest Dawid.
-Cześć - powiedzieli równocześnie Dawid i Angela, po czym Dawid skończył - Ej, wiecie, gdzie jest sala gimnastyczna? Tam ma być teraz akademia.
-Eee nie - odpowiedział Max.
-Angela?
-Ja też nie. Może po prostu podążajmy za ludem?
Z braku innych pomysłów ostatecznie podążyli za pewną dziewczyną wyglądającą na drugą klasę. Doprowadziła ich dokładnie do sali gimnastycznej.
-PIERWSZE KLASY PROSIMY USTAWIĆ SIĘ W SZEREGACH! KAŻDA KLASA MA MIEĆ SWÓJ WŁASNY SZEREG!!! - usłyszała Angela.
Zrobił się wielki ruch, każdy starał się zorientować, gdzie jest jego szereg. Kiedy już utworzyły się jakie takie szeregi, Angela, Dawid i Max zwyczajnie podeszli do szeregu, w którym pierwsza osoba trzymała tabliczkę 1A. Ustawili się na końcu. Wszyscy gadali i wreszcie Dawid i Max dołączyli do gadających - zaczęli rozmawiać o Minecrafcie, The Forest, The Last of Us i innych grach. Do Angeli podeszła dziewczyna.
-Natalia! - prawie krzyknęła, potrząsnęła ręką Angeli i podeszła do Maxa.
-Natalia, pamiętaj! - powiedziała i potrząsnęła jego ręką, po czym to samo zrobiła z Dawidem.
-Okejjjj - powiedział Dawid - Nasza klasa jest z minuty na minutę coraz mniej normalna.
I powrócili z Maxem do rozmowy o The Last of Us. Do Angeli podeszła kolejna dziewczyna. Wysoka, szczupła, czarne włosy, ciemne oczy. Ubrana w białą koszulę, czarny sweterek, czarne rajstopy i czarne glany. Ale nie wyglądała jakoś horrorystycznie. Normalnie - czarne pasuje do czarnego.
-Ej, tylko spokojnie, jestem Angela, nie krzycz tylko zwyczajnie powiedz - uprzedziła ją Angela.
-Mięta - powiedziała dziewczyna - Widzę, że poznałaś już Natalię?
-Ta, przed chwilą na mnie nawrzeszczała i poszła nawrzeszczeć na Maxa i Dawida. No to jak masz na imię?
-Mięta - powtórzyła dziewczyna.
-Mięta?
-Trudno mieć na nazwisko Miętowicz i nie mieć przezwiska Mięta...
-A imię?
-Patrycja.
Dalej nie mogły rozmawiać, ponieważ nieźle wnerwiona dyrektorka ryknęła "CISZA!" do mikrofonu i wszyscy stanęli równo w rzędach. Zmuszeni do zamilknięcia ucichli i dyra mogła wreszcie przemawiać.
-Ykhm, ykhm - zaczęła - Witamy w naszym gimnazjum, uczniowie. Szczegulnie chciałabym powitać...
"Aha, czyli tak jak zawsze..." - pomyślała Angela i przestała słuchać.
-Co lubisz robić? - zapytała szeptem Mięta.
-Muzyka, książki, taniec, gimnastyka artystyczna... - mruknęła Angel - A ty?
-Książki, muzyka, opowiadania.
-Piszesz?
-No, trochę.
-Nieźle!
Przemowa pani dyrektor znowu się przerwała i wnieśli sztandar szkoły. Odśpiewali, co trzeba odśpiewać, pani dyrektor życzyła im dobrego roku i rozeszli się do klas. Usiedli w ławkach (Dawid z Maxem w czwartej ławce przy oknach, Mięta z Angelą w ławce za nimi) i czekali. Po chwili do klasy wpadła zdyszana nauczycielka.
-Przepraszam - wysapała.
Była trochę chuda (trochę!), niska, miała ciemne włosy, spięte w perfekcyjnie idealny koczek, w miarę chudą twarz, ciemne brwi jak od linijki i idealnie proste paznokcie. W jej ubraniu ciepły kolor miał tylko drobny, złoty paseczek od sukienki. Sama sukienka była czarna, tak jak pantofle, rajstopy, narzutka oraz włosy. Nienaganny makijaż mówiła sam za siebie. "Idealistka" - stwierdziła Angela. Angie była jedną z tych szczęściarzy, której pierwsza opinia o człowieku była opinią trafną, a przy tym potrafiła w biegu wyczytać uczucia z oczu. W tym wypadku jej opinia również była trafna, o czym przekonała się już po chwili.
-Nazywam się Jadwiga Ideowicz - (nie ocenia się po nazwisku - pomyślała Angela) - Będę waszą wychowawczynią oraz matematyczką. Witam was bardzo serdecznie w naszym gimnazjum. Zaraz rozdam wam kilka potrzebnych karteczek do wklejenia do dzienniczków. Dodatkowo dostaniecie ankietę o naszym gimnazjum, będzie dotyczyła tego, jak się w nim czujecie i jak wam się podoba.
-Eee - odezwał się jeden chłopak z drugiej ławki przy drzwiach - Proszę pani, my jesteśmy tu dopiero od godziny. Jak mamy stwierdzić, czy nam się podoba? Przecież widzieliśmy tylko salę gimnastyczną, korytarz i tą salę...
-Powinno wystarczyć - ucięła pani i zaczęła rozdawać ankiety.
Angela spojrzała na swoją. Pierwszy punkt brzmiał "Co najbardziej podoba ci się w naszej szkole?", a odpowiedzi "a) nauczyciele b) klasy c) zaangażowanie uczniów d) inne (wypisz)". Angela na odwal się zaznaczyła "b) klasy". W następnych pytaniach też zaznaczała na odwal się. Potem wychyliła się i dźgnęła Dawida długopisem w ramię. Odwrócił się:
-Okay, możesz mnie przywoływać długopisem, ale weź mi go nie wbijaj pod skórę! No, co?
-Co zaznaczyłeś?
Dawid pokazał jej swoją kartkę. Odpowiedzi były zaznaczone tak, że układały się w choinkę. Angela parsknęła śmiechem. Mięta też.
-Ej, słuchaj Angela, bo ja mam kilku kumpli i my założyliśmy taki klub... no, bardziej paczkę. Nie chciałabyś się przyłączyć?
-Gdzie spotkania, kiedy, ile osób, imiona, wiek?
-Spotykamy się różnie, w kinie, galerii, na rynku i w ogóle. Czas ustalamy tak, żeby wszystkim pasował. W sumie ze mną jest nas czworo, czyli ja, taka Magda, ma 13 lat, Patryk, 14 i Leo, 16.
-Szesnaście? - zapytała ze zdziwieniem Angela.
-On ma chyba jeszcze 15, ale tak ogólnie zaokrąglamy.
-Aha...
Pani kazała się wszystkim uciszyć i siedzieć spokojnie. Zebrała ankiety, oglądnęła je z dziwną miną i odłożyła.
-Nie popisaliście się - oznajmiła.
No, trudno. Sorry, Jadwiniu.



Okay, to na początku może tak...
Sorrki, że tak późno, wiem miałam dodawać posty co tydzień. Ale jest kilka powodów, które mnie usprawiedliwiają, przynajmniej częściowo:
1. Tydzień przed świętami - harówka, poprawianie ocen semestralnych, zadania domowe, kartkówki, no po prostu miałam dość szkoły.
2. Po tej szkole codziennie łapałam lenia na resztę dnia. Jasne, coś tam pisałam, ale mało.
3. Mało pomysłów, mimo wszystko.
4. Kompa mam tylko w piątki, soboty i niedziele, reszta dni bez kompa. A i tak w pt-ndz mam tylko godzinę na sprawdzenie fb, poczty, zrobienie nowej grafiki dla kogośtam i dwa opowiadania.

No i pamiętajcie czytasz = komentujesz ;)

Na koniec dopiszę podziękowania dla mojej przyjaciółki, Agi, za wspólny pomysł na paczkę Mięty. Dzięki.
~Nika :)

niedziela, 16 listopada 2014

Paczka Mięty składała się z niej samej, dwóch wysokich chłopaków, z czego ten starszy, Leo, miał blond włosy i brązowe oczy, a młodszy, Patryk, czarne włosy i zielone oczy. Ubierali się dość podobnie - ramoneski z ćwiekami, czarne lub ciemne, ale w innym kolorze spodnie i glany. Często Patryk zamieniał ramoneskę na zwykłą bluzę z nadrukiem, czego Leo nie robił w sumie chyba nigdy. Była jeszcze ta Magda. Ciemnobrązowe włosy ścięte na krótko, prawie "na chłopaka", kontrastujące niebieskie oczy, najniższa. Ubierała się zazwyczaj w zwykłe, czarne rurki i granatową ewentualnie czerwoną koszulę w kratkę. Angelę jednak najbardziej zdziwił wygląd Mięty. W szkole ubierała się raczej kolorowo i wesoło. Na spotkania z paczką miała najczęściej czarną spódnicę w białe kropki bądź granatową w czarne paski i jakąś pastelową bluzkę. I nierozłączne czarne rajstopy do czarnych Martensów. Mięta na pierwsze spotkanie przyprowadziła Angelę do galerii. Chłopacy i dziewczyna stali przy wejściu do kina. Zauważyli Miętę i chyba rozpoznali Angelę z opowiadań Mięty.
-Angela - powiedziała i podała im dłoń.
-Patryk.
-Angela.
-Leo.
-Leon?
-Leonarde. Nie urodziłem się w Polsce.
-Mhm. Angela.
-Magda.
Leo spojrzał na Angelę.
-Wyglądasz jak kościotrup.
-Dzięki.
Angela wyszczerzyła się do niego.
-No to masz już ksywkę. Kościotrup - stwierdził Leo.
-A czemu Mięta jest Miętą? - zapytała Angela.
-Miętowicz. No i na początku często nosiła koszulki w kolorze miętowym do tej czarnej spódnicy.
    W ogóle oni wszyscy mieli na sobie zawsze coś czarnego - przynajmniej jedną rzecz. Ale Angeli to nie przeszkadzało. Uwielbiała czarne spodnie, więc wkładała je na każde spotkanie. Do tego jakaś pastelowa albo szara bluzka z napisem, czasami bluza z nadrukiem. Paczka Mięty ją fascynowała. Byli mniej więcej w jej wieku, ale przy nich czuła się starsza. Nie wyróżniali się, ale fakt, byli zwariowani i śmieszni. W kinie olewali to, że film jest horrorem i chociaż cała sala piszczała ze strachu, oni śmiali się z akcji. Angeli się to podobało. Polubiła to miasto, a z paczką Mięty zwiedzała najciekawsze miejsca. Zupełnie inaczej, niż w szkole. No właśnie, w szkole...

-W czwartek jedziemy na wycieczkę do sortowni odpadów - oznajmiła pani Jadwiga Ideowicz.
-Cooo? - zaprotestowała klasa.
-To będzie bardzo ciekawa i pouczająca wycieczka.
-Ciekawa? - zapytała Mięta - Nie sądzę.
Spojrzała na Angelę. Równocześnie ziewnęły. Ideowicz spojrzała na nie groźnie.
-Nie możemy jechać do kina? - zapytał ktoś.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo jedziemy do sortowni.
-Nie no spoko. Nie ma to jak sortownia - stwierdziła Mięta.

Marzli na przystanku. Autokar miał podjechać chwilę wcześniej, ale oczywiście się spóźniał. Było bardzo zimno jak na koniec września. Wszyscy oprócz Ideowicz marzli na przystanku.
-Musiiiimy tam jechać??? - zajęczała Mięta.
-Miętowicz, nie marudź - odpowiedziała dziarsko Ideowicz.
Mięta spojrzała na nią wrogo. Wyszeptała pod nosem coś, co brzmiało mniej więcej jak "zimnooo mi", ale mogło to być też "zamknij się". Do dziewczyn podszedł Max.
-Ideowicz ma na sobie trzy golfy i pięć par spodni, więc jej ciepło - oznajmił.
Mięta uśmiechnęła się przelotnie.
-A ty czemu się nie trzęsiesz? - zapytała Angela podejrzliwie.
Max wyciągnął z kieszeni spory woreczek wypełniony fioletowym żelem.
-Ogrzewacz. Mam dla was wczesne prezenty gwiazdkowe - podał im takie same.
-Łooo nieźle grzeją - Angela przycisnęła ogrzewacz do zziębniętego nosa.
-Wiem - wytłumaczył się Max - Babcia kupiła mi ich sporo, jak tylko dowiedziała się o wycieczce i sprawdziła prognozę pogody.
Uśmiechnął się półgębkiem. Dziewczyny roześmiały się.
-Podziękuj babci - powiedziała Angela.
Kiwnął głową, obiecując, że podziękuje.
-UWAGA! - wydarła się Ideowicz - Ustawić się w szeregu!!!
Nadjechał autokar. Angela i Mięta wepchnęły się do środka.
-Szybciej nie można? - zapytał zdenerwowany kierowca.
-Spóźnił się pan dwadzieścia minut. Pan się odwali - odpowiedziała Mięta.
Kierowca umilkł.
-No - powiedziała Angela.
Razem z Miętą usiadły po środku autokaru (tyły już były zajęte), a Max i Dawid przed nimi.
-Nieźle mu powiedziałaś - stwierdziła Angela - Szczęka mu opadła.
-Dzięki - uśmiechnęła się Mięta - A tak w ogóle to następne spotkanie paczki w sobotę o 14:00 w pizzerii. Możemy jechać razem, bo mój tata mnie podwozi, a blisko siebie mieszkamy.
-Okay - odpowiedziała Angela.
Ideowicz wstała i zrobiła poważną minę. Wzięła mikrofon i powiedziała:
-Jedziemy do sortowni odpadów, gdzie dowiecie się wielu ciekawych rzeczy i faktów o sortowaniu śmieci...
-Jasne, zwłaszcza ciekawych... - powiedział Dawid, trochę za głośno.
Ideowicz zgromiła go spojrzeniem.
-No co? Wyrażam tylko swoją opinię!
-Dobrze, ekhem ekhem. No więc jedziemy sobie do sortowni odpadów...


Na razie tyle. Wycieczkę zostawiam na następny post.
Będzie niedługo.
Na blogu jest teraz kilka nowych gadżetów, także oceniajcie bloga, obserwujcie i tak dalej :)
Czytasz = komentujesz ;)
~Nika :)

sobota, 15 listopada 2014

Autokar zaparkował koło domku z niebieskim dachem. W dali widać było wielgachne pagórki. Wszystko wyglądało normalnie, jakby wcale nie było tam żadnej sortowni. Niedaleko stały dwa spore schowki, obok nich leżały kwadratowe stosy butelek. Nie bardzo da się to wyjaśnić. Żeby to sobie wyobrazić, trzeba tam być. Nie ma na to rady. Z autokaru wypadła dwudziestoosobowa grupa nastolatków plus sztywna kobieta w granatowych spodniach, granatowej kurtce i koku upiętym na czubku głowy. Na koniec wypełzł jeszcze gruby kierowca autokaru o długich, brązowych włosach związanych w warkocz. Przed nimi stanęła pani przewodnik, otyła kobieta. Podrapała się po pulchnym czole, stęknęła, odchrząknęła i powiedziała:
-Witamy w naszej sortowni odpadów.
Rozległo się mruczenie upodabniające się do zbiorowego "dzień dobry". Bez zbędnych komentarzy pani przewodnik zaprowadziła ich do jednego ze schowków na śmieci. Były duże, wysokie na trzy - cztery piętra i szerokie na jakieś pięć ciężarówek. W środku były ogromne stosy... wszystkiego. Ogólnie śmieci leżały wszędzie. Pani przewodnik zaczęła wyjaśniać wszystko po kolei. Angela z politowaniem spojrzała na kierowcę, próbującego poderwać Ideowicz.
-Patrz - szepnęła do Mięty - Kierowca kręci z Ideowicz?
Mięta spojrzała.
-Najwyraźniej - odpowiedziała rozbawiona tym widokiem.
Mięta wyciągnęła telefon. Włączyła edytor zdjęć i ustawiła kamerkę na siebie i Angelę.
-Robimy selfie na śmietnisku? - zapytała.
-Jasne!
Odwróciły się dyskretnie w stronę śmieci (nie wyszło dyskretnie, bo teraz stały tyłem do pani przewodnik). Mięta wyciągnęła przed siebie rękę z telefonem i nacisnęła na ekran.
-Jest - powiedziała.
Odwróciły się do pani przewodnik.
-No to idziemy do następnego kantora - powiedziała i zaprowadziła tam klasę.
W następnym kantorze był straszny hałas, a śmieci jechały na taśmie. Pani przewodnik rozgadała się na dobre.
-No to następne - stwierdziła Angela.
Mięta wyjęła telefon i zrobiła kolejne zdjęcie.
-Jest - powiedziała.
Angela uśmiechnęła się do niej.

   Jakieś pół godziny później dwudziestoosobowa grupa plus opiekunka, przewodnik i kierowca stanęli na jednym z wielu wzgórz.  Ze wzgórza były widoczne wielkie dziury w ziemii, a w nich odpady pochodzenia naturalnego.
-Widzicie tamte białe kropki? - zapytała pani przewodnik - To mewy.
Nikt jej w sumie nie słuchał. Angela i Mięta zrobiły ostatnie selfie (a było to już piąte), większość klasy gadała.
-Co ciekawe - ciągnęła pani przewodnik - Kiedyś była tu kopalnia soli.
Spojrzała na nich, sprawdzając, jak zareagowali. Jedyną osobą, która w ogóle zareagowała była jedna z dwóch klasowych gwiazdek, Paula. Jednak ona tylko uniosła głowę i powiedziała:
-No i co z tego?
Po czym wyjęła lusterko i zaczęła poprawiać makijaż.
Pani przewodnik westchnęła i poprowadziła znudzoną klasę do autokaru.
-Dobrze - powiedziała, stając przed wejściem do pojazdu - Dziękuję wam za tę... hm... miłą wycieczkę. Mam nadzieję, że zapamiętaliście... cokolwiek...
Przez klasę przeszedł szmer brzmiący jak coś pomiędzy "jasssne..." a "dziękujemy".
Grupa wpadła do autokaru. Mięta i Angela zajęły wcześniejsze miejsca. Autokar ruszył.
-Dobra, to mamy przed sobą godzinę drogi - stwierdziła Mięta.
-Wybierzmy najlepsze selfie!
Mięta wyjęła telefon i zaczęły przeglądać zdjęcia.
-Cofnij! - powiedziała po chwili Angela.
Mięta cofnęła. Wpatrywały się w ekran telefonu, a dokładniej w tło zdjęcia. Niby czarny magazyn, na ziemi śmieci, ale obok...
-O... M... G... - stwierdziła Mięta.
-Dała mu się pocałować, czy z zaskoczenia?
-Ja nie wiem.
Za ich plecami widać było dwie sylwetki, a dokładniej Sebastiana, klasowego macho, całującego Paulę.
-Łooo... - powiedziała Angela - Mamy na nich haka chyba?
-Jasne!
-Pokażemy Dawidowi i Maxowi?
-Nieee... To jest tajemnica. Ale mamy haka na Paulę i Sebę!
-Super, nie?
-No.
Zaczęły przeglądać selfie dalej.
-To jest niezłe - powiedziała Angela.
-No.
-Dojeżdżamy. Za chwilę wysiądziemy - ogłosiła Ideowicz.
-Chyba widzimy? - szepnęła Mięta do Angeli.
-Właśnie, ej.
Uśmiechnęły się do siebie.

*

Dzień był słoneczny, chociaż po niebie leniwie pełzły spore białe obłoki. Ulice były w miarę suche,chociaż w nocy padało. Niby super i w ogóle, ale jeszcze lepszy był fakt, że to sobota. Angela wyszła przed dom w długich, czarnych spodniach, niebieskiej, luźnej bluzce i czarnych trampkach. Pod jej dom podjechał czarny mercedes. Mięta otworzyła okno i przywołała Angelę gestem.
-Hejka.
-Cześć!
Angela wsiadła.
-Wszyscy już jadą, Magda czeka w pizzerii.
-Super. No to jazda - odpowiedziała Angela - Musisz mi dać ich numery.
-Jasne. Teraz jest za mało czasu, ale potem...
-Okay.
-Tato - powiedziała Mięta - Kierunek Pizzeria Rivoli.


Takie krótkawe (sorrki, Aga, sorrki!)
Problemy z internetem.
Żeby było zabawniej z nowym...
No i tak...
~Nika ;)