Autokar zaparkował koło domku z niebieskim dachem. W dali widać było wielgachne pagórki. Wszystko wyglądało normalnie, jakby wcale nie było tam żadnej sortowni. Niedaleko stały dwa spore schowki, obok nich leżały kwadratowe stosy butelek. Nie bardzo da się to wyjaśnić. Żeby to sobie wyobrazić, trzeba tam być. Nie ma na to rady. Z autokaru wypadła dwudziestoosobowa grupa nastolatków plus sztywna kobieta w granatowych spodniach, granatowej kurtce i koku upiętym na czubku głowy. Na koniec wypełzł jeszcze gruby kierowca autokaru o długich, brązowych włosach związanych w warkocz. Przed nimi stanęła pani przewodnik, otyła kobieta. Podrapała się po pulchnym czole, stęknęła, odchrząknęła i powiedziała:
-Witamy w naszej sortowni odpadów.
Rozległo się mruczenie upodabniające się do zbiorowego "dzień dobry". Bez zbędnych komentarzy pani przewodnik zaprowadziła ich do jednego ze schowków na śmieci. Były duże, wysokie na trzy - cztery piętra i szerokie na jakieś pięć ciężarówek. W środku były ogromne stosy... wszystkiego. Ogólnie śmieci leżały wszędzie. Pani przewodnik zaczęła wyjaśniać wszystko po kolei. Angela z politowaniem spojrzała na kierowcę, próbującego poderwać Ideowicz.
-Patrz - szepnęła do Mięty - Kierowca kręci z Ideowicz?
Mięta spojrzała.
-Najwyraźniej - odpowiedziała rozbawiona tym widokiem.
Mięta wyciągnęła telefon. Włączyła edytor zdjęć i ustawiła kamerkę na siebie i Angelę.
-Robimy selfie na śmietnisku? - zapytała.
-Jasne!
Odwróciły się dyskretnie w stronę śmieci (nie wyszło dyskretnie, bo teraz stały tyłem do pani przewodnik). Mięta wyciągnęła przed siebie rękę z telefonem i nacisnęła na ekran.
-Jest - powiedziała.
Odwróciły się do pani przewodnik.
-No to idziemy do następnego kantora - powiedziała i zaprowadziła tam klasę.
W następnym kantorze był straszny hałas, a śmieci jechały na taśmie. Pani przewodnik rozgadała się na dobre.
-No to następne - stwierdziła Angela.
Mięta wyjęła telefon i zrobiła kolejne zdjęcie.
-Jest - powiedziała.
Angela uśmiechnęła się do niej.
Jakieś pół godziny później dwudziestoosobowa grupa plus opiekunka, przewodnik i kierowca stanęli na jednym z wielu wzgórz. Ze wzgórza były widoczne wielkie dziury w ziemii, a w nich odpady pochodzenia naturalnego.
-Widzicie tamte białe kropki? - zapytała pani przewodnik - To mewy.
Nikt jej w sumie nie słuchał. Angela i Mięta zrobiły ostatnie selfie (a było to już piąte), większość klasy gadała.
-Co ciekawe - ciągnęła pani przewodnik - Kiedyś była tu kopalnia soli.
Spojrzała na nich, sprawdzając, jak zareagowali. Jedyną osobą, która w ogóle zareagowała była jedna z dwóch klasowych gwiazdek, Paula. Jednak ona tylko uniosła głowę i powiedziała:
-No i co z tego?
Po czym wyjęła lusterko i zaczęła poprawiać makijaż.
Pani przewodnik westchnęła i poprowadziła znudzoną klasę do autokaru.
-Dobrze - powiedziała, stając przed wejściem do pojazdu - Dziękuję wam za tę... hm... miłą wycieczkę. Mam nadzieję, że zapamiętaliście... cokolwiek...
Przez klasę przeszedł szmer brzmiący jak coś pomiędzy "jasssne..." a "dziękujemy".
Grupa wpadła do autokaru. Mięta i Angela zajęły wcześniejsze miejsca. Autokar ruszył.
-Dobra, to mamy przed sobą godzinę drogi - stwierdziła Mięta.
-Wybierzmy najlepsze selfie!
Mięta wyjęła telefon i zaczęły przeglądać zdjęcia.
-Cofnij! - powiedziała po chwili Angela.
Mięta cofnęła. Wpatrywały się w ekran telefonu, a dokładniej w tło zdjęcia. Niby czarny magazyn, na ziemi śmieci, ale obok...
-O... M... G... - stwierdziła Mięta.
-Dała mu się pocałować, czy z zaskoczenia?
-Ja nie wiem.
Za ich plecami widać było dwie sylwetki, a dokładniej Sebastiana, klasowego macho, całującego Paulę.
-Łooo... - powiedziała Angela - Mamy na nich haka chyba?
-Jasne!
-Pokażemy Dawidowi i Maxowi?
-Nieee... To jest tajemnica. Ale mamy haka na Paulę i Sebę!
-Super, nie?
-No.
Zaczęły przeglądać selfie dalej.
-To jest niezłe - powiedziała Angela.
-No.
-Dojeżdżamy. Za chwilę wysiądziemy - ogłosiła Ideowicz.
-Chyba widzimy? - szepnęła Mięta do Angeli.
-Właśnie, ej.
Uśmiechnęły się do siebie.
*
Dzień był słoneczny, chociaż po niebie leniwie pełzły spore białe obłoki. Ulice były w miarę suche,chociaż w nocy padało. Niby super i w ogóle, ale jeszcze lepszy był fakt, że to sobota. Angela wyszła przed dom w długich, czarnych spodniach, niebieskiej, luźnej bluzce i czarnych trampkach. Pod jej dom podjechał czarny mercedes. Mięta otworzyła okno i przywołała Angelę gestem.
-Hejka.
-Cześć!
Angela wsiadła.
-Wszyscy już jadą, Magda czeka w pizzerii.
-Super. No to jazda - odpowiedziała Angela - Musisz mi dać ich numery.
-Jasne. Teraz jest za mało czasu, ale potem...
-Okay.
-Tato - powiedziała Mięta - Kierunek Pizzeria Rivoli.
Takie krótkawe (sorrki, Aga, sorrki!)
Problemy z internetem.
Żeby było zabawniej z nowym...
No i tak...
~Nika ;)
Pytanie.Jak oni mogli się pocałować? Tapeta i macho? No powiem ci,że idealne połączenie xD
OdpowiedzUsuńJa już myślałam,że to sztywniara z kierowcą.To by było coś,hah.
No tak,złośliwość rzeczy martwych ;)
Jest okay,pisz dalej :P
Ja tu czekam!