-Wiesz co, Aniołku? - zapytał Leo.
-Nie wiem. Miałeś na mnie mówić Kościotrup.
-Okay, jak wolisz. No to tak. Mamy dla ciebie misję.
-Super... Marzyłam, kurna, o misji.
-Nie marudź. Niedaleko stąd mieszka małżeństwo. Mają adoptowaną córkę. Widziałem ją ostatnio. Jest bardzo mała, ale od razu widać, że to ONA.
-Jaka ONA?
Leo wyciągnął z kieszeni kartkę. Pognieciona, brudna. Podał ją Angeli.
"W miejscu w którym złości brak,
Mała dziewczyna na ręku ma znak,
Gdy dziecka ramię ogień zatruje,
Na zawsze złość tam zapanuje,
Wypal znak szczęścia z dziecka ramienia,
A świat utonie w chłodu płomieniach"
-Fajny wierszyk. No i co? - zapytała Angela.
-Na serio nie rozumiesz? Musisz dać nam to dziecko.
-Że co???! Mam porwać dziewczynkę???!
-Albo ty albo zrobi to ktoś z nas. A wtedy ona zginie.
-A inaczej będzie miała dziurę w ramieniu.
-Wybieraj - warknął.
-Dobra - mruknęła z pogardą -Zrobię to.
Angel przyszła do domu. Wzięła telefon i zadzwoniła do Mięty.
-Kazał mi porwać dziewczynkę - oznajmiła.
-Że co?!? Leo?!?
-Niestety. On chyba nie jest taki, jak myślałyśmy.
-Posłuchaj, Angela. Znam go od czasu, gdy mieliśmy po cztery lata. Nie chce mi się wierzyć, że...
-Nie wierzysz mi?!?
-Wierzę, ale...
-Mięta, on powiedział, że jak tego nie zrobię, to ją zabije.
-On?!? Zabije dziewczynkę?!?
-Tak...
-Dobra... musimy się spotkać.
-Dokładnie.
Angela rozłączyła się. Usiadła przy biurku. Zapisała notatkę o sprawdzianie z matematyki w kalendarzu. Włączyła komputer i weszła na neta. Sprawidziła wiadomości na chacie, oglądnęła teledysk na youtubie. Włączyło się okienko wideorozmowy. Użytkownik Leonardexx.
-Leonarde - mruknęła niechętnie.
-Mi też miło cię widzieć - Leo uśmiechnął się szelmowsko - Ostatnio zaczęłaś jakoś niemiło się do mnie zwracać.
-Czego chcesz?
-Dziewczynka...
-Znowu?!?
-Nie drzyj się. Mam imię i nazwisko.Ciekawa?
-Nie.
-Trudno. Nazywa się Natalia Majchrowicz.
Angela otworzyła szeroko oczy. Zamarła z otwartymi oczami i ustami. Przez dłuższy czas nie oddychała. Podem ze świstem wciągnęła powietrze i przez zęby wydusiła:
-Nie dam ci jej zabić.
Rozłączyła się. Ubrała buty i letnią kurteczkę. Wyleciała z domu. Przebiegła kilka ulic. Zastukała do drzwi, a konkretniej rąbnęła w nie z całej siły.
Otworzył Leo.
-Nie zabijesz mojej siostry ty kretynie! - krzyknęła.
-Dziewczynka z przepowiedni to twoja siostra? - odwrzasnął - Ej, ale serio przestań się drzeć!
-Będę się darła, nie zabronisz mi. I nie dam ci jej skrzywdzić. Zabiorę ją gdzieś, gdzie jej nie znajdziesz, rozumiesz?!?
-Uspokój się, mała. Posłuchaj. Możemy rządzić światem. Możemy mieć świat u stóp. Możemy być najważniejsi na świecie i mieć pełno poddanych. Nie chcesz tego?
-Jesteś egoisycznym, samolubnym debilem, Leon. Nienawidzę cię. Nie chcę być tam, gdzie ty jesteś...
-Nic mnie nie obchodzi, chcę tylko tego, co jest przyjemne dla mnie, nie obchodzi mnie życie twojej siostry, a już na pewno nie obchodzisz mnie ty, tak?!? To chciałaś powiedzieć?!? - zapytał.
Angela zacisnęła zęby. Wpatrzyła się ze złością w oczy Leo. Palce zbielały jej od ściskania pięści.
-Mylisz się. Obchodzisz mnie - ciągnął Leo - Dlatego chcę, żebyś była najważniejsza razem ze mną...
-Zatkaj się!
Leo podszedł do niej i lekko ją pocałował. Angela odepchnęła go.
-Przestań! Nienawidzę cię! Jesteś totalnym wariatem! Nie dotykaj mnie!
Pobiegła w stronę swojego domu, ale odwróciła się.
-Żegnaj, Leonarde - rzuciła do niego.
Okay. Jest.
Pisane na wf - ie, więc nie czepiajcie się przepowiedni ;p
Wiem, długo nie było, ale internet w domu ciągle zepsuty ;(
Czytasz = komentujesz
~Nika :)
Zapisałam twój blog "Do przeczytania"
OdpowiedzUsuńNo i to jest genialne i wgl.
Boje się Leona.
Pozdrawiam
/Cherry