Pędziła jak wiatr. Żaden chłopak nie mógł jej dogonić. Pacnęła przyjaciółkę w rękę, wydzierając się "gonisz!". Mała dziewczynka. Miała może osiem lat. Może nawet mniej. Ubrana w czarną sukienkę, opinającą jej bardzo chudą talię, czarne podkolanówki w niebieskie paski i trampki. Zwykłe, klasyczne, czarne trampki z białymi noskami z gumy. i białymi sznurówkami. Miała bladą twarz. Czy dlatego matka ubierała ją na czarno? Możliwe. Ale dziewczynka nie była czarna ani smutna, chociaż tonęła w czerni. Włosy miała długie, brązowe, kręcone. Takiego samego koloru, jak oczy. I zawsze uśmiech. Ten sam, piękny uśmiech. Wesoła, roześmiana, z poczuciem humoru mimo wszystkich kłopotów i trudnych chwil, które do tej pory przeżyła. Pocieszała wszystkich samym śmiejącym się spojrzeniem. Wszyscy ją lubili, a ona lubiła wszystkich. W szczególności Kluskę, bardzo pulchną blondyneczkę wyglądającą na pięć lat. Były najlepszymi przyjaciółkami, chociaż razem dziwnie wyglądały. Kościotrup i kluska. Dziewczynka-kościotrup pobiegła gdzieś, holując za rękę dziewczynkę-kluskę. Na skrzyżowaniu dziewczynki zatrzymały się. Kościotrup puściła dłoń kluski.
-Naplawde musis juz iść, Angelika? - zapytała kluska, sepleniąc.
-Tak, Klusko - odpowiedziała wesoło Kościotrup - Mama czeka z obiadem.
-Pzeciez dopielo dwunasta.
-Tak, ale wiesz, jak to jest z moją mamą.
-Tak - przytaknęła Kluska.
-No, to idź już, Ali - powiedziała Angelika.
-Pocekam, az wjedziez do domu - postanowiła Kluska.
-Kluseczko, nie musisz - uśmiechnęła się Angelika i pogładziła Kluskę po włosach.
-Ale ce! - krzyknęła mała i tupnęła nóżką.
-Dobrze, dobrze - powiedziała Angelika i podniosła ręce w geście "to nie ja" - Pa!
Weszła do bramy. Wtedy Kluska uśmiechnęła się i pobiegła na boisko. Angelika wyszła z bramy domu. To była wielka willa. Odetchnęła i pobiegła ścieżką dalej. Weszła do ogródka starego, brzydkiego domu z drewna. Wycieraczka była brudna, trawnik nieostrzyżony, a na skrzynce na listy ktoś złośliwie napisał "tu mieszkają biedacy". Angelika weszła do domu. Poczuła się nagle bezpiecznie, jakby ktoś zdjął z niej ciężar udawania przed przyjaciółmi.
-Cześć, mamo - powiedziała do pani w podziurawionym fartuszku.
-Cześć, Angela - odpowiedziała pani i cmoknęła córkę w czoło.
Dziewczyna uśmiechnęła się i pobiegła do swojego pokoju.Nie miała rodzeństwa, więc mogła mieszkać sama. Otworzyła swój pamiętnik.Wzięła długopis i napisała:
"Kochany Pamiętniku!
Nadal bez zmian. Tata pracuje do późna, a i tak ledwo nam na wszystko wystarcza pieniędzy. Wczoraj dostał podwyżkę i kupił mi trzy nowe sukienki, podkolanówki i nawet trampki. Dzisiaj Kluska prawie odkryła, gdzie mieszkam. Nie mam pojęcia, co bym zrobiła, gdyby stała przed tamtą piękną willą, dopóki nie weszłabym przez drzwi. Trudno mi to znieść. Jestem jedyną biedną dziewczyną w naszym miasteczku. Wszyscy są bogaci. Nie chcę już udawać bogatej, wolę, żeby zaakceptowali mnie taką, jaka jestem naprawdę. Może jutro jeszcze coś napiszę. Do zobaczenia"
Zamknęła pamiętnik, odłożyła na rozpadające się biurko i westchnęła. Jednak natychmiast się rozpromieniła. pobiegła do kuchni.
-Mamo! - krzyknęła - Mamo, mamo, mamo!
-Tak? - roześmiała się matka.
-Mogę skosić trawę? - zapytała.
-Tak. Tylko przebierz się w coś starego, dobrze?
Angelika skinęła głową z uśmiechem. Pobiegła do swojego pokoju i przebrała się w ogrodniczki.Zdjęła trampki i ubrała zwykłe, stare adidasy. Wyjęła kosiarkę z małej szopy z narzędziami. Cieszyła się, że chociaż w ten sposób pomoże matce. Zabrała się do koszenia trawy. Po półgodzinie skończyła i poszła na obiad. Zjadła zupę, prawie nie przyprawioną. Mimo wszystko nie narzekała.
Na razie tyle. Przepraszam, ale więcej już dzisiaj z siebie nie wycisnę... mam nadzieję, że się podoba... niedługo będzie następna część. Pozdr. od Niki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz